Ten las, tamten las

Mój las jest złoty, spokojny, niecichy. Smukłe szare pnie wynurzają się z rudych liści, mieniące się korony szumią wysoko. Jest ciepło, sucho. Po moim lesie idę wolno, oddycham  głęboko, czując jak całą mnie wypełnia powietrze. Trzymam za rękę największe dobro mojego świata, dzielimy śmiech i beztroskę. Mój piękny las jest zawsze bezpieczny. Do mojego lasu idę zawsze gdy chcę, patrzę jak się zmienia i słucham jak żyje. 

Jej las już nie jest jej. Kiedyś, tak jak ja chodziła godzinami, sycąc się wolnością drzew, patrzyła szczęśliwa na tu i teraz. Kiedyś biegała przed siebie, chodziła trzymając dzieci za ręce i patrzyła na mrówki. Dawno temu przyjechała mieszkać obok, właśnie dla tego lasu, dla zapachu, swobodny i marzeń.

Potem przerżnięto jej las stalowa granica, zasiano w nim ból, rozpacz i bezradność. Wcześniej zakazano do niego wchodzić, żeby po ciemku postawić zasieki i pozwolić na umieranie po kryjomu. 

Tamten las jest mokry, nieprzyjemny. Cienkie witki krzaków biją twarzy, gdy trzeba się przedzierać przez gąszcz. Chodzi się szybko, schylając się, przedzierając z wielkim plecakiem pomiędzy gęstymi drzewami. Idzie się w ciszy przyspieszonych, płytkich oddechów do kogoś, kto czeka. Jeszcze czeka. Patrzę na las dookoła mnie i nie widzę jego pięknych kolorów, jego światła. Widzę tylko czyjeś oczekiwanie, skrywane w lesie dusze, które czekają na koc, na suche ubranie, na jakiekolwiek słowa. Gdy znajdujemy grupę czuję ich wdzięczność. Są razem, są w lesie nie długo, pierwszy raz. Kilka dni później zostaną wypchnięci przez straż graniczą za płot, przejściem dla zwierząt. Będą próbować jeszcze raz. Albo znikną.

Szukamy jeszcze kogoś, kto jest sam. Nie umiem znaleźć właściwej drogi, to nie mój las, nie rozumiem go. Błąkam się zataczając koła bezradnie poddając się zapadającej ciemności. Aż w końcu widzę jego oczy, jego drobne ciało, ulgę na wyczerpanej twarzy, patrzę jak trzęsie się zawinięty w suchy śpiwór i ratowniczą folię. Dziś nie umrze w lesie. Będziemy go nieść do oczekującej karetki i pilnować reguł gry. 

Przeszłam szybko przez ten las, tylko chwilę. Byłam przypadkowym gościem w miejscu, które dziś należy do tych, którzy niosą pomoc i tych, w czyich oczach jest strach i bezdradność, którzy marzną, giną na bagnach i umierają z wyczerpania. W miejscu będącym polem walki między człowieczeństwem, prawem i bezprawiem. Byłam tak krótko, a tamten las tkwi we mnie jak zadra. 

Las, który w naszym życiu nie otrząśnie się z tego co mieścił. Las, w którym dziesiątki ludzi umarły i umierać będą po cichu, zostawiając nas wszystkich we wstydzie.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.