Sen o Warszawie
Miasto moje. Niechciane, trochę na siłę, trochę przypadkiem. Z braku wyboru, odpad po obietnicach życia, Syberia marzeń.
Zjawiskowy Ursynów życia. Listopad zmieszany z październikiem stał się początkiem nieprzygody życia. Wiem coraz więcej z każdym dniem życia tutaj, patrzę inaczej widzę te mury, jak one powstają jeden za drugim, wieżowce zrobione pragnień doskonałości. Z Londynów i Szanghajów Europy środkowo wschodniej. Z nowonarodzonego kapitalizmu, którego już nie pamiętamy, bo weszliśmy do Europy i jesteśmy jak wszyscy. Jak ogórki z wyznaczoną krzywizną i protesty przeciwko spalonym tęczom.
Pociągiem, z pierwszą walizką ubrań, z nadzieją na nieprzyszłość. Jestem stąd i teraz mogę być każdym. Mogę być blogerką modową, albo pracować w butiku, prezydentem, być kimś czy nikimś, bywać. Obietnica zawarta w każdym metrze kwadratowym Białołęki, ambicja biurka w szklanym biurowcu. Sen o Warszawie

Dodaj komentarz