Kryzys
Kryzys budownictwa wypędził wielu architektów w niebezpieczne ścieżki myślenia, wyrwaliśmy się z rutyny kreślarskiej, znaleźliśmy czas na krytyczne spojrzenie dookoła i na nas samych. Zastanawiamy się nad semantyką architektury, tworzymy podpojęcia i działamy społecznie. Jako projektanci nie mogąc zdefiniować swojego miejsca w dzisiejszej rzeczywistości miastotwórczej sięgamy po rzeczy namacalne. Coś co możemy skonstruować i zobaczyć, w krótkim czasie dotknąć materialnego skutku naszego działania. Zdarzenie, które przyniesie radość, małą zmianę na skalę podwórka. Jednak w przedziwny sposób gubimy się w tym działaniu – liczne, piękne inicjatywy zdarzają się na krótko. Drobiazgi wklejone w portfolio żywotem motyla ubarwiają fragmencik przestrzeni wywołując szybko blednący uśmiech. Są, giną. Pamięta o nich wirtualna przestrzeń publikacji w sieci, koledzy architekci i dizajnerzy. Życzeniowe myślenie, że może ktoś inny zapamięta, powtórzy. Kolejna wspólnota mieszkaniowa posadzi marchew w piaskownicy. Ufając w siłę oddolnych inicjatyw, zapominamy o skali jaką musiałyby osiągnąć aby Znaczyć.
Bazowanie na ewolucyjnym rozwoju przestrzeni miejskiej przypomina patchwork dróg polskich. Doklejamy kawałek asfaltu i cieszymy się, że na danej ulicy nikt nie wpada w dziurę. Naprawiając najgorętsze usterki tworzymy pozlepiany twórz z łat. Ewolucja doprowadziła do większej puszki mózgowej, do pionowej postawy ciała, utraty owłosienia i powstania wyrostka robaczkowego. Jest narzędziem nieustannego rozwoju, zmian na lepsze. Jednocześnie obarcza nas poewolucyjnymi bliznami, łupaniem w krzyżu, rakiem skóry i zapaleniem wyrostka. Mechanizm rozwoju, bazujący na ciągłości ewolucyjnej, na małych zmianach zachodzących po kawałku jest ułomny.

Dodaj komentarz